2013-10-28

Mimo pozytywnej nie tylko z mojej strony opinii o adaptacji budynków poprzemysłowych pojawiają się negatywne tendencje. Idea loftów polegała na jak najmniejszej ingerencji w zastany obiekt oraz na włożeniu jak najmniejszych nakładów kosztowych. W komercyjnych realizacjach częstokroć po wykonaniu adaptacji trudno odróżnić granicę między współczesną architekturą, a nowo powstałą jak np. w poznańskim Starym Browarze czy City Parku. Dodatkowo projektowane lofty mają bardzo mały metraż mieszkań. Deweloperzy i specjaliści od marketingu chcąc „upchnąć” jak najwięcej lokali w danym obiekcie zmniejszają niektóre z nich nawet do dwóch modułów fabrycznych. I tu najgorszym przykładem jest Łódź, gdzie najwięcej jest lokali 40 metrowych, mniej 70 i 80 metrowych, a tylko kilka ponad 150 metrowych. Podobnie jest w Poznaniu gdzie ponad połowa lokali nie przekroczyła 50 metrów kwadratowych. Dobrymi przykładami są natomiast warszawskie hale Polskich Zakładów Optycznych, gdzie mamy około 50 przestronnych mieszkań, niektóre z ogródkami i tarasami. Także w pokopalnianej łaźni znajdzie się tylko 10 mieszkań, a w Spichlerzu w Gliwicach mamy 30 dużych loftów. Bez względu na lepsze, czy gorsze realizacje moda i popyt na lofty nadal jest. Mimo, iż są to najdroższe mieszkania w danym mieście, sprzedają się świetnie. Nie wynika to z takich czy innych potrzeb mieszkaniowych, lecz poprawia wizerunek i status kupującego. Pożądają ich ludzie najbogatsi, aktorzy, prawnicy, maklerzy, bo tak jest trendy i każdy z nich będzie miał własny loft na wzór nowojorskiej bohemy.

Na koniec chciałbym tylko wspomnieć o trendzie związanym z loftami, i powstałym na jego kanwie, czyli soft loftach – stanowiących całkowicie nowy budynek, pozbawiony historycznej tkanki i elementów, naśladujący podstawowe cechy budynków industrialnych. Pojęcie wprowadził Boris Shipka budując pierwszy na świecie soft loft w 1988 roku w Chicago, tłumacząc, że lofty są praktyczne, jednak trzeba je „zmiękczyć” poprzez:dodanie nowoczesnych instalacji, teraźniejszych technologii, przeniesienie ich do dobrej lokalizacji, dobudowanie tarasów i innych udogodnień nowych apartamentów z zachowaniem ducha i klimatu poindustrialnego. Pierwszą taką inwestycją w Polsce był Woronicza Qbik w Warszawie.

Podsumowując powiem, że mimo trudów rewitalizacji, znacznie większych kosztów przebudów takich obiektów niż budowania od początku oraz licznych trudności uważam, iż mimo gorszych, czy lepszych realizacji należy adaptować stare budynki, które są świadectwem dawnych czasów, naszą tożsamością oraz cenną spuścizną. Wiele jeszcze budynków czeka na ocalenie i daje liczne możliwości dla zdolnych architektów.

Marcin Sieradzki – architekt

Zadzwoń! 530 950 859